Natomiast uczniowie klas 4–8 stanęli do rywalizacji w konkurencjach, które wymagały nie tylko siły i zwinności, ale też… poczucia humoru i dystansu do siebie.
Na pierwszy ogień poszło przeciąganie liny - czyli klasyczna walka dobra ze złem, lekkich z ciężkimi i tych, którzy „tylko przyszli popatrzeć”, z tymi, którzy „przyszli wygrać”. Lina przeżyła, uczniowie również, więc można uznać konkurencję za sukces.
Potem przyszła pora na skoki kangurze w workach. Tu objawiły się prawdziwe talenty: niektórzy skakali jak zawodowcy, inni jakby dopiero co odkryli, że mają nogi, a jeszcze inni - jakby worki miały własne zdanie na temat kierunku biegu.
Kolejną atrakcją były podania jajkiem w parach, tu trzeba było mieć naprawdę puszyste kocie dłonie. Jajka były prawdziwe, świeże co powodowało dodatkowe emocje jak najbardziej prawdziwe i uzasadnione. W powietrzu latały nie tylko jajka, ale i okrzyki: „Łap!”, „Nie tak mocno!”, „To nie moja wina!”. Wszyscy przeżyli, jajka prawie też.
Wszystko odbywało się przy znanych i lubianych pisenkach.
A teraz najlepsze: wszyscy byli zwycięzcami. Serio. Każda klasa otrzymała od wuefistów dyplom uczestnictwa - bo w końcu liczy się dobra zabawa, a nie to, kto pierwszy dotarł do mety, potknął się o worek czy złapał jajko uchem.
Dodatkowo w klasach 4, 5 i 6 wręczono dyplomy dla uczennic i uczniów, którzy reprezentowali szkołę w zawodach lekkoatletycznych. Była duma, były brawa!
Na zakończenie sportowej batalii każdy mógł zrobić sobie zdjęcie w sportowej fotobudce - idealnej, by uwiecznić pot, chwałę i ewentualne ślady po linie na dłoniach. A dzięki Radzie Rodziców każdy uczeń dostał słodkiego wafelka, żeby uzupełnić kalorie spalone podczas tych heroicznych zmagań. Dietetycy by się nie zgodzili, ale dzieci - jak najbardziej.